PODRÓŻE,  POLSKA,  POMORSKIE

Rowerem do Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach

Będąc na Pomorzu, zatrzymaliśmy się w Nowęcinie pod Łebą, tuż obok Jeziora Sarbsko. Stwierdziliśmy, że nie musimy mieszkać w Łebie przy plaży, w tym ogromie turystów, bo przecież mamy rowery i zawsze możemy tam szybko dojechać. Niestety w Nowęcinie byliśmy tylko dwa pełne dni, więc pierwszego dnia postanowiliśmy wybrać się na rowerach do Kluk.

W Klukach znajduje się Muzeum Wsi Słowińskiej. Z Nowęcina to trochę ponad 25 km, czyli trasa idealna. Pod względem kilometrażu oczywiście 😊 Pokonując żółty szlak rowerowy, pokrywający się w większości z międzynarodową trasą rowerową R-10 spotkało nas sporo niespodzianek. Z Nowęcina do Żarnowska trasa jest całkiem przyzwoita. Przez chwilę trzeba jechać ulicą, ale już niedługo, bo widać koniec budowy ścieżki rowerowej. Później wjeżdża się do Słowińskiego Parku Narodowego. Jedzie się przez piękny las, cisza, spokój i… piaski. Nie powiem, żebym moim trekkingiem dobrze się jechało, ale dzięki temu mam podwójną satysfakcję że udało mi się pokonać tę trasę. 


Z lasu wyjeżdża się w miejscowości Gać. Po piaskowych trudach, pomyślałam oho, będzie poprawa. Moje szczęście nie trwało długo, gdyż nie pojechaliśmy zgodnie ze szlakiem R-10 tylko wybraliśmy żółtą trasę rowerową, wiodącą przez bagna. Tak, tak – bagna. Nawet nie mamy żadnego zdjęcia na dowód, że tam byliśmy. Na bagnach zatrzymaliśmy się raz, kiedy trzeba było przenieść rowery przez małe bajorko i tak natarczywego robactwa jak wtedy, nie widziałam nigdy w całym swoim życiu. Gzy gryzły jak oszalałe. Czym prędzej chcieliśmy pokonać ten odcinek.

Do skansenu dotarliśmy brudni, pogryzieni ale i o dziwo – zadowoleni. Takie przygody zapamiętuje się na długo 😊później w skansenie, przewodnik opowiadał nam o rowerzystach pokonujących tę trasę w bardziej deszczową porę – że są cali w błocie! Szczęście, że przed naszą wyprawą deszcz nie padał chyba przez tydzień.




Skansen w Klukach został otwarty w 1963 roku i składał się tylko z jednej zagrody – Reimannów oraz z ponad 300 eksponatów. Dzięki zmianom jakie nastały w latach 70 ubiegłego wieku, kiedy to rdzenni mieszkańcy Kluk zwani Kaszubami Nadłebskimi opuścili wieś, muzeum pozyskało kolejne zagrody i eksponaty. Obecnie na terenie 10 hektarów znajduje się 5 zagród i kilka pojedynczych chałup. Jedna z nich zamieniona jest na karczmę, w której można zjeść regionalne przysmaki. Chociaż dla mnie i tak najlepsze są posiłki, które można kupić w chatach. My akurat skusiliśmy się na wafelki, czyli dzisiejsze gofry. Niebo w … wiecie gdzie 😉 Niektóre z budynków stoją na oryginalnym miejscu, inne zostały przetransportowane aby odzwierciedlić prawdziwy wygląd wsi słowińskiej.


Od maja do sierpnia w Klukach odbywają się różne imprezy cykliczne o charakterze folklorystycznym i etnograficznym, najbardziej znane to majowe „Czarne Wesele”. Na stronie muzeum podane są godziny otwarcia oraz ceny biletów. Dodam tylko, że bilet normalny kosztuje 14 zł, a ulgowy 10 zł. 

Po zwiedzeniu muzeum pojechaliśmy jeszcze na wieżę widokową, z której podziwialiśmy nasz kolejny cel – wydmy. 


Dodaj komentarz