BIAŁORUŚ,  EUROPA,  LUBELSKIE,  PODRÓŻE,  POLSKA

Pomysł na weekend – Brześć

Chyba jak większość ludzi lubię spontany, zawsze po nich jestem naładowana pozytywną energią. 
W piątek po pracy, zdecydowaliśmy, że fajnie byłoby gdzieś pojechać na weekend. Padło na Brześć, już kiedyś o nim myśleliśmy ale zawsze nam coś wypadało i kończyliśmy w zupełnie innym miejscu. Mieliśmy tak naprawdę pół godziny, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik. W pośpiechu zadzwoniliśmy do biura Juventur w Białej Podlaskiej żeby kupić vouchery na Białoruś (koszt to 58 zł z ubezpieczeniem). Przelewy poszły, zdjęcia paszportów też, nocleg zarezerwowany, to co? Jedziemy!
 
W sobotę wyjechaliśmy z Warszawy ok. godziny 9, nie mając pewności czy w ogóle dostaniemy te vouchery. Po drodze zwiedziliśmy, choć to za duże słowo, Międzyrzec Podlaski. Hmm jeśli macie dużo wolnego czasu, to ok, fajnie się tam zatrzymać żeby zobaczyć kolejne miasto w Polsce, ale jeśli Wam się spieszy to nic wielkiego się nie stanie jak je po prostu ominiecie.
 
Naszym punktem docelowym była Biała Podlaska. Tam mieliśmy zarezerwowany nocleg. Miasto z niewykorzystanym potencjałem. Warto zwiedzić:
 
Pałac Radziwiłłów, który otoczony jest zabytkowym parkiem
 
 
 Kościół św. Anny z XVI wieku
 
 
Istotnym punktem tego miasta jest też Plac Wolności i otaczające go kamienice. Poniżej zdjęcie pomnika Orła znajdującego się na placu. 
 


Pomnik św. Michała Archanioła na smoku – symbol miasta:


 
Może to przez pogodę, a może tak po prostu jest, ale Biała Podlaska okazała się ponura…
 
Tego samego dnia pojechaliśmy jeszcze do Janowa Podlaskiego. Zatrzymaliśmy się przy Bazylice Rzymskokatolickiej Trójcy Świętej. Piękny Kościół. 
 
 
Kilka metrów dalej znajduje się również Kościół św. Jana Chrzciciela.
 
 
W Janowie Podlaskim, znajduje się – znana chyba wszystkim – stadnina koni.
 
 

  

 
 
Przełamałam swój lęk i pogłaskałam konia, a nawet dwa!
 
 
Kolejnego dnia, w niedzielę, przed godziną 9 pojechaliśmy do Terespola. Tam w kantorze kupiliśmy 10 rubli białoruskich – więcej nie mieli… o godzinie 10:26 mieliśmy pociąg do Brześcia. Należy pamiętać, żeby przyjechać wcześniej – trzeba przejść  kontrolę paszportową, najlepiej mieć półgodzinny zapas. Po wejściu do pociągu przenieśliśmy się w inne czasy – firanki w oknach itp itd.
 
 
W Brześciu naszym oczom ukazał się ogromny przepiękny dworzec. Naprawdę robi wrażenie! Na zwiedzenie miasta mieliśmy ok. 5 godzin. To mało – fakt, ale jeszcze tu wrócimy z rowerami, więc nic straconego. 
 
 
Naszym obowiązkowym punktem była Twierdza Brzeska. Już z daleka było widać w którą stronę mamy iść. Nad miastem góruje obelisk w kształcie bagnetu rosyjskiego karabinu Mosina. Po drodze skręciliśmy jeszcze do Parku 1 maja.
 
 
Być w Brześciu i nie zobaczyć pomnika Adama Mickiewicza? Proszę bardzo:
 
 
Twierdza Brzeska. Wejście na teren pomnikowego kompleksu stanowi brama z wielkim otworem w kształcie gwiazdy. Brama i pozostałe pomniki robią imponujące wrażenie, są piękne i olbrzymie.
 
 
Rzeźba Pragnienie przedstawia czołgającego się żołnierza. 
 
 
Główny pomnik nosi nazwę Męstwo – jest to kolosalnych rozmiarów głowa na tle chorągwi z sierpem i młotem. 
 
 
Na tylnej części rzeźby znajduje się płaskorzeźba przedstawiająca naradę dowódców.
 
 
Obok pomnika znajduje się cerkiew św. Mikołaja.
 
 
Wrażenie robi również Brama Chełmska twierdzy z widocznymi dziurami od kul.
 
 
Po szybkim zwiedzeniu Twierdzy, skierowaliśmy się na ulicę Gogola. Pomiędzy dwoma pasami jezdni znajduje się pas zieleni z deptakiem i pięknymi latarniami.
 
 
Na skrzyżowaniu ulic Gogola i Sowieckiej wzniesiono Pomnik Tysiąclecia Brześcia. 
 
 
Od pomnika wróciliśmy na dworzec kolejowy, po drodze zwiedzając Cerkiew św. Mikołaja Cudotwórcy. 
 
 
I jeszcze pomnik Lenina.
 
 
Na koniec zrobiliśmy jeszcze małe zakupy, na coś trzeba było wydać te 10 rubli. Polecam kwas chlebowy i chałwę. Pycha! 
 
I żeby tradycji stało się zadość, kot: 
 
 
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *